czwartek, 20 listopada 2008

Homo Sapiens & Homo Taboretos i bawienie się w Syzyfa

Od dzieciństwa spotykałem się z twierdzeniem, które głosiło, że "Są ludzie i taborety". Im jestem coraz starszy, tym bardziej wierzę w sens tej sentencji...  

Środowe, wczesne popołudnie zapowiadało się wręcz cholernie optymistycznie. Moja troszcząca sie o wszystkich szkoła i nasz wiekopomny i wspanały pan starosta, wpadli na pomysł, aby młodzież conieco odhamić. Postanowili kontynuować tradycję organizacji corocznych "Zaduszek/Walentynek jazzowych" (Dla czego impreza związana z waleniem tynków organizowana jest już w listopadzie? Jak to mówiła nasza polska wyrocznia, Ferdynand K. "Są rzeczy, które się nawet fizjonomom nie śniły...". W sumie okres sprzedaży bożonarodzeniowej w super, hiper i jakiś tam innych marketach, rozpoczyna się już trzy dni po wielkanocy...). Pomysł godny. Nawet część kosztów organizacyjnych zapłacili, przez co "szary uczeń" musiał zainwestować tylko 2 zł. Pomysł jeszcze lepszy. 

Lecz rzeczywistość była brutalna. Jak zawsze, niestety. Spędzono(bo chyba tylko tak to można nazwać), ok. 300 - 400 uczniów, do przestarzałej sali ośrodka kultury. Uczniów nie tyle interesowała muzyka, co fakt, że nie siedzą aktualnie na nudnych lekcjach, lecz w "wygodnym" fotelu widza. O ile jeszcze 4 pierwsze rzędy w miarę się zachowywały, ale reszta... Bez komentarza. Wygłodniałe bydło rzucające sie na jedzenie wydawałoby cichsze odgłosy. Jedli, pili, gadali, krzyczeli, śmiali się i lekceważyli... Osoby, które przyszły posłuchać muzyki, no niestety, trafiły pod zły numer. Zupełny brak wychowania może poparty przykładami, jak np. pisanie sms-ów/granie w gry JAVA na komórkach, czy ubierania okrycia wierzchniego  i próby wyjścia z koncertu w połowie jego trwania. A proszę mi uwieżyć, zespoły występujące tego popołudnia grały na 6. Może z lekkim minusem, ale nic nie jest trwałe i idealne. A ludzie.... Są oni  i niestety są "taborety". Gdybym występował na scenie, zszedłbym w połowie wystęu, widząc taką ignorację i brak podstawowych manier.

Tym bardziej zastanawia mnie zabawa dyrektorów, starostów i wielu innych ludzi, próbujących "odhamić" młodzież. Zawsze będą dwie grupy osób. Pierwsza będzie zachowywać się dobrze na takim koncercie, dadzą chociaż szansę artyście, za to druga będzie chamska i nietolerancyjna. Takie grupy nie tylko są wśród społeczności uczniowskiej, lecz także w szeroko pojętym społeczeństwie polskim. Walka tych "ważnych" osób jest godna podziwu, ponieważ przybiera niestety charakter walki heroicznej. 

Mali polacy bawią się w policjanta, duzi w Syzyfa. A wyjątek podtwierdza regułę.

2 komentarze:

Unknown pisze...

no bo w sumie to masz racje;)
no jak można się tak zachowywać(jak opisałeś) w ośrodku kultury...
Twoje przemyślenia (jak narazie) są trafne;)

Anonimowy pisze...

cóż zaduszki rzeczywiście były niezbyt udane ze względu na hałas na sali. akurat siedziałam w pierwszym rzędzie, więc jako tako nie miałam problemu z odbiorem muzyki, aczkolwiek szum przeszkadzał.
ale to, jak się człowiek zachowuje jest przede wszystkim kształtowane przez dom, a kolejnie przez środowisko. a chamoty w dzisiejszych czasach nie brakuje.

pozdrawiam :)