poniedziałek, 8 grudnia 2008

Tłuczkek do pierogów

-Mamo, mamo! - krzyknęła do Mamy mała Basia, mająca zaledwie 5 lat, ciągnąc ją przy tym łapczywie za rękę. Mama była typową matką - polką. No, może trochę unowocześnioną matką - polką. W rękach trzymała pełne ciężkich zakupów, zielone EKOtorby, mocno kontrastujące z fioletowym płaszczem, czrnymi kozakami, którę są piękne tylko dlatego, że były pokazywane na "High Life TV", czapeczką ala berliński kabaret lat trzydziestych w kolorze także fioletowym i żółtym, długim, wełnianym szalikiem. Za rękę ciągnęła ją jej córka, ubrana w obrzydliwie różowe spodnie, za dużą, różową kurtkę z złotym napisem "DOLCE & GABBANA", za małe buty z charakterystycznym logiem Nike i różowym, aksamitnym szaliczkiem. Robiły zakupy w Tesco, bo przecież Biedronka gryzie.
-Mamo! Mamo!- dziewczynka jeszcze mocniej ciagnęła matkę, która jak w transie oglądała, jak szybko i z użyciem jedynie cudownej pasty "XXX", mieć zęby jak perły.
-Mamo! Mamo!
-Co ty do cholery chcesz?- wkońcu zareagowała matka.
-Mamo, patrz!- wskazała palcem na niesionego na lektyce starego mężczyznę, w stroju świętego Mikołaja. Mamo, to Mikołaj! Co on niesie?
-Zostaw mnie, głowa mnie boli...
-Ale mamo, co to?
-Nie wiem! Zapytaj się tego czerwonego dziada, moze ci odpowie - po tych słowach Basia zaczęła biec do św. Mikołaja. Do tego samego św. Mikołaja, który już od września, na dziale z mięsem, rozdaje dzieciom świńskie ryje. Mała dziewczynka stanęła tuż przed lektyką.
-Oj, witaj miłe dziecko! - powiedział do niej milionowy i znów nieudany sobowtór popularnego lapończyka.
-Dzień dobry święty Mikołaju! Co trzymasz w swojej rączce? Czy to coś dla mnie?
-Oczywiscie dla Ciebie! Hoł, hoł! Oto nowy tręd - Tłuczek do pierogów! Da Ci sczęście i pieniądze, zdrowie i przyjaciół i dzięki niemu będziesz miała najlepszy wpływ na ciasto twego życia!
-Oj Mikołaju! Czy kiedy to kupię pierwsza, będę lepsza od moich koleżanek z przedszkola?
-Na pewno! Bóg Cię za to będzie kochał! Zdobądź to szczęście za jedyne 19,99!
-Mamo, mamo! Chodź!- uśmiechnięta córeczka zawołała do swej rodzicielki.
-CO?!
-Mamuś, proszę, chodź!- matka powoli podchodzi do dziecka. Zwraca się do tego pana w czerwonym
-O co chodzi?
-Mamo, kup mi to! Będę najlepsza ze wszystkich dziewczynek w przedszkolu! Twoje koleżanki z pracy, będą ci zazdrościć takiej córki! Dzięki temu Bóg będzie nas kochał! - wykrzykiwała ochoczo Basia.
-A to za jedyne 19,99! - doadał naciągacz. Matka - polka niechętnie wręczyła sprzedawcy 20 złotych, wyrwała mu tłuczek do pierogów z ręki i dała go córce. Odeszły w milczeniu, czasami przerywanym podziękowaniami małej kobiety. Nagle matula sie odezwała
- Idź tam pobaw się dziecko, ja tylko pójdę do takiego specjalengo działucos kupić. Bo przecież tato i tak nocuje u innej...



Boli?

4 komentarze:

Konrad Marecki pisze...

bardzo dobra i ciekawa notka... i dużo w niej smutnej prawdy

Anonimowy pisze...

życie.

Anonimowy pisze...

Bardziej szokująco-realistycznie nie da się przedstawić tego tak bardzo smutnego, acz dającego pewne poczujcie wartości, że mnie to nie dotyka, tematu...

Anonimowy pisze...

...myślałeś kiedykolwiek nad pisaniem opowiadań do wydania w zbiorze?